W świecie, w którym głównymi środkami prowadzenia wojen były czołgi i artyleria, posiadanie smoka bojowego było ewenementem. Od dawna liczyły się rakiety i sterowana komputerami broń. Właściwie w istnienie smoków nikt nawet nie wierzył.
Jak na złość, tuż przed bitwą smok się rozchorował. Musiał zeżreć jakąś nieświeżą owcę i teraz ledwo zipiał. Gdy dowódca wszedł do wielkiego namiotu, smok spojrzał na niego żałośnie z pod plandeki. Zalecono kurację smoka. Wypił trzy wiadra kropli żołądkowych i polazł w krzaki zwymiotować. Nad ranem wyglądał znacznie lepiej, choć wciąż był jeszcze osłabiony.
Przed południem bombowce wroga pojawiły się na horyzoncie. Posypały się bomby i zniszczeniu uległy hale namiotowe, w których przechowywano zapasy żywności i amunicji. Smok wygrzebał się z pod swoje plandeki i spojrzał niepewnie w niebo. Ostatecznie wzbił się do góry i zaczął zionąc ogniem na samoloty nieprzyjaciela. Większość bombowców strącił na ziemię. Reszty dokonała artyleria przeciwlotnicza.
Smok uznał, że jeszcze nie jest w pełni sił. Wrócił do swojej plandeki i zasnął. Następnego dnia poprosił o jakieś małe stado owiec, co wskazywało na szybki powrót do zdrowia.
Brak podobnych artykułów.